Początek wakacji przyniósł bieszczadzkim ratownikom pełne ręce roboty. Od piątku 26 czerwca do niedzieli 28 czerwca 2026 roku ratownicy GOPR interweniowali kilkukrotnie, ratując ludzkie życie w ekstremalnych sytuacjach. Nie zabrakło też akcji poszukiwawczej, której powodem była skrajna nieodpowiedzialność jednego z turystów.

Oto podsumowanie najważniejszych wydarzeń z bieszczadzkich szlaków:

Piątek: Koszmarny upadek z 30-metrowej skarpy

Weekend zaczął się od interwencji w stacji w Ustrzykach Górnych, gdzie opatrzono mężczyznę z urazami głowy i kończyn po upadku na szlaku. Prawdziwy dramat rozegrał się jednak tuż przed północą.

Ratownicy otrzymali zgłoszenie o mężczyźnie, który spadł z około 30-metrowej, stromej skarpy wprost na kamienisty brzeg rzeki Solinka. Poszkodowany doznał licznych, ciężkich obrażeń i był silnie wychłodzony. W skomplikowanej akcji ewakuacyjnej z trudno dostępnego terenu GOPR-owcy współpracowali z Bieszczadzkim Pogotowiem Ratunkowym, policją oraz strażakami z OSP Cisna i OSP Wetlina. Mężczyznę udało się bezpiecznie przetransportować i przekazać do karetki.

Sobota: Debiut psa Blue i… poszukiwania widma

W sobotni poranek (godz. 8:35) jeden z turystów wykazał się czujnością i zgłosił porzucony na czerwonym szlaku w rejonie Osadzkiego Wierchu plecak oraz koszulkę. W górach to jednoznaczny sygnał alarmowy – podejrzenie wypadku lub zaginięcia.

Natychmiast ruszyła wielka machina poszukiwawcza. Do akcji ruszyli ratownicy z Ustrzyk Górnych, poderwano drony, a swój pierwszy realny chrzest bojowy przeszedł pies ratowniczy Blue wraz z przewodnikiem. W tym samym czasie policja sprawdzała adres znaleziony w dokumentach w plecaku. Finał? Policjanci zastali „zaginionego”… całego i zdrowego w jego własnym domu.

GOPR ostrzega: Góry to nie śmietnik ani przechowalnia bagażu! Każda pozostawiona bez opieki rzecz uruchamia kosztowne, angażujące duże siły procedury, przez co ratowników może zabraknąć tam, gdzie ktoś naprawdę walczy o życie.

Niedziela: Śmigłowiec LPR w akcji i paraliż na szlaku

Niedzielne południe przyniosło kolejne zgłoszenia. Około godziny 13:00 ratownicy z Cisnej popędzili na ratunek kobiecie, u której po użądleniu przez owada rozwinęła się silna i zagrażająca życiu reakcja anafilaktyczna. Ze względu na powagę sytuacji i konieczność natychmiastowego podania leków, na miejsce wezwano śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (LPR).

W tym samym czasie inny zespół z Ustrzyk Górnych musiał ewakuować mężczyznę, którego na szlaku dopadł tak silny atak bólu kręgosłupa, że został całkowicie sparaliżowany i nie był w stanie zrobić ani jednego kroku. Poszkodowany został bezpiecznie zniesiony i przetransportowany do swojego samochodu.

Foto:GOPR Bieszczady