Noworoczny powrót do domów na trasie S7 zamienił się w wielogodzinny koszmar. Podczas gdy prognozy IMGW od dawna zapowiadały intensywne opady śniegu, rzeczywistość na jednej z najważniejszych arterii kraju pokazała, że system utrzymania dróg zawiódł na całej linii. Pytanie brzmi: dlaczego pługopiaskarki nie pracowały profilaktycznie od pierwszych minut opadów?

Zima 1 stycznia 2026 r. nie była zaskoczeniem dla nikogo, kto śledzi komunikaty pogodowe. Mimo to, trasa S7 w wielu miejscach stała się nieprzejezdna. Scenariusz był wszędzie podobny: zalegający, błotnisty śnieg, ciężarówki blokujące wzniesienia i gigantyczne korki, w których utknęły tysiące osób – w tym pojazdy ratownicze.

Gdzie podziały się pługi?

Zgodnie z procedurami, drogi o standardzie „S” powinny być utrzymywane w najwyższym rygorze. Oznacza to, że sprzęt do odśnieżania powinien pojawić się na trasie w momencie wystąpienia opadów, a nie dopiero wtedy, gdy nawierzchnia zmieni się w lodowisko. Tymczasem relacje kierowców i ratowników są zgodne – pługopiaskarek było za mało lub wyjechały zdecydowanie za późno.

W gestii Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) leży zapewnienie drożności tych tras. Przerzucanie odpowiedzialności na „ekstremalne warunki” czy „nieuwagę kierowców” jest w tej sytuacji unikaniem faktów. Droga ekspresowa to produkt, za który społeczeństwo płaci ogromne pieniądze i ma prawo oczekiwać bezpieczeństwa.

PSP i OSP zamiast drogowców?

Największy ciężar zaniedbań spadł na barki Straży Pożarnej. To druhowie z OSP i funkcjonariusze PSP, zamiast zajmować się ratowaniem życia w wypadkach, musieli angażować się w udrażnianie tras, wyciąganie autokarów czy usuwanie skutków zatorów, których można było uniknąć.

– To nie gminy, ani nie strażacy są odśnieżaczami dróg ekspresowych. My jesteśmy od ratowania ludzi, ale jak mamy dojechać do wypadku, gdy trasa S7 stoi, bo zarządca nie dopilnował posypania nawierzchni solą na czas? – grzmią głosy w środowisku ratowniczym.

System do poprawy

Zrzucanie winy na samorządy czy jednostki ochrony przeciwpożarowej jest niesprawiedliwe. PSP i OSP reagują na skutki, ale to GDDKiA powinna dbać o przyczynę – czyli czarną nawierzchnię. Jeśli pługi wyjeżdżają dopiero wtedy, gdy tiry już stanęły w poprzek drogi, to jest to błąd w zarządzaniu kontraktami na odśnieżanie.

Apelujemy do zarządców dróg: bezpieczeństwo na S7 nie może zależeć od przypadku. Zima w styczniu to nie anomalia, to fakt, na który należy reagować zanim dojdzie do tragedii.